Trafił do nas człowiek, który od dwóch lat prowadzi małą pracownię i robi stoły z drewna i żywicy. Nie dlatego, że od zawsze marzył o własnej marce meblarskiej i miał przygotowany biznesplan na kilka lat do przodu. Życie po prostu zmusiło go do podjęcia decyzji.
Stracił pracę, kiedy sytuacja rodzinna wymagała od niego większej opieki nad żoną. Firma, w której pracował, ostatecznie się z nim rozstała. Został z rodziną, niepełnoletnimi dziećmi i świadomością, że musi znaleźć sposób, żeby dalej utrzymać dom.
Postawił na to, co znał i lubił najbardziej – drewno.
Nie miał jednak dużego kapitału na start. Nie mógł kupić drogich maszyn ani budować od razu pełnego zakładu stolarskiego. Dlatego wybrał coś, co był w stanie wykonywać przy stosunkowo niewielkich kosztach wejścia: stoły z drewna i żywicy.
I robi je naprawdę dobrze.
Każdy stół powstaje praktycznie od początku do końca w jego rękach. Sam wybiera drewno, przygotowuje blat, zalewa żywicę, szlifuje, wykańcza, rozmawia z klientem i później jeszcze robi zdjęcia gotowej realizacji.
Problem pojawił się gdzie indziej.
Po dwóch latach firma nadal nie dawała mu wystarczającej liczby zamówień, żeby mógł spokojnie utrzymać rodzinę i samą działalność.
I właśnie od tego zaczęliśmy.
Nie od reklamy. Nie od wymyślania nowego logo. Nie od namawiania go, żeby codziennie nagrywał rolki i udawał influencera.
Najpierw chcieliśmy zrozumieć, dlaczego klienci do niego nie trafiają
Najpierw sprawdziliśmy, dlaczego człowiek, który szuka w Google stołu z drewna i żywicy, prawie nie ma szans do niego trafić.
Strona była. Facebook był. Zdjęcia pięknych realizacji też były. Tylko że wszystko funkcjonowało trochę obok siebie.
Zdjęcia trafiały do galerii i na tym ich rola się kończyła. Klient widział stół, ale nie wiedział, z czego został wykonany, czy można zamówić podobny, jakie mogą być wymiary, jak wygląda cały proces ani od czego zależy cena.
Sama strona też nie mówiła Google wystarczająco jasno, czym ta firma naprawdę się zajmuje.
Zaczęliśmy od tego, co już miał
Zaczęliśmy więc porządkować to, co już miał.
Opisaliśmy proces zamówienia normalnym językiem. Zaczęliśmy pokazywać realizacje nie jako kolejne zdjęcia, ale jako konkretne historie. Poprawiliśmy strukturę strony, zdjęcia i informacje o usługach. Zadbaliśmy o lokalną widoczność i o to, żeby wyszukiwarka w końcu zaczęła rozumieć, czego można u niego szukać.
I okazało się, że nie trzeba było wymyślać mu treści.
On miał je codziennie przed sobą.
Kawałek surowego drewna.
Moment zalewania żywicy.
Blat po pierwszym szlifowaniu.
Detal krawędzi.
Gotowy stół stojący jeszcze w warsztacie przed odbiorem przez klienta.
To wszystko było prawdziwe. I właśnie dlatego było dobre.
Za małą firmą zawsze stoi człowiek
Ta historia jest dla nas ważna z jeszcze jednego powodu.
Za każdą małą firmą nie zawsze stoi „przedsiębiorca z pasją”, który chciał zbudować wielką markę. Czasem stoi człowiek, który po prostu musiał znaleźć sposób, żeby poradzić sobie po utracie pracy, utrzymać rodzinę i nie zaczynać wszystkiego od zera.
Dlatego kiedy pracujemy nad widocznością takiej firmy, nie patrzymy tylko na stronę, frazy i statystyki.
Patrzymy na człowieka, który za tym wszystkim stoi.
Bo czasem lepsza widoczność w Google nie oznacza tylko większego ruchu na stronie.
Czasem oznacza po prostu kolejne zamówienie, które naprawdę ma znaczenie.